Zdarza się, że rodzic mówi: “My naprawdę mamy wszystko dobrze poukładane”. I to jest prawda. W kalendarzu jest porządek, w torbach spakowane stroje, w lodówce pudełka z jedzeniem “na szybko”, w głowie lista godzin, dojazdów i rzeczy do zapamiętania.
A potem przychodzi popołudnie. Dziecko wraca ze szkoły, zjada coś w biegu, rzuca plecak, a po chwili już znów: buty, kurtka, “chodź, spóźnimy się”. I nagle pojawia się myśl, która boli bardziej niż zmęczenie: “ja je widuję, ale jakby trochę obok”.
Zajęcia dodatkowe miały pomagać. I często pomagają. Dają radość, poczucie sprawczości, rozwijają umiejętności, wspierają relacje z rówieśnikami. Problem zaczyna się nie tam, gdzie są zajęcia, tylko tam, gdzie zajęcia zaczynają zastępować codzienne życie: bycie w domu, swobodną zabawę, nudę, rozmowę, odpoczynek, zwyczajne “jak Ci jest?”.



