Zwykłe przyjemności, których coraz mniej. O tym, jak odzyskać codzienność dla siebie

“Jak będę mieć trochę spokojniej, to wtedy…” – dokończ w myślach.

Wyjście do kina, spacer bez telefonu, kawa z przyjaciółką, wieczór planszówek, rodzinne urodziny “tak po prostu, w domu”.

Dla wielu z nas to już nie codzienność, a rzadki luksus.

Na co dzień częściej towarzyszy nam myśl: “nie mam kiedy”, “nie ogarniam”, “może później”.

Biegniemy: praca, dom, dzieci, obowiązki, wiadomości, powiadomienia. A po drodze – często po cichu – znika zwyczaj sprawiania sobie przyjemności. Nie tej wielkiej, spektakularnej raz w roku. Tylko tej małej, zwykłej, codziennej.

W tym tekście chcemy zaprosić Cię do zatrzymania się przy pytaniu: co się stało z Twoimi małymi przyjemnościami? I jak możesz zacząć je odzyskiwać – po kawałku, bez presji, w swoim tempie.

Kiedy zwyczajność staje się czymś niezwykłym

Jeszcze kilkanaście lat temu spotkanie na imieniny, urodziny “w gronie najbliższych”, wspólny obiad, kawa “wpadaj, usiądziemy na chwilę” było czymś dość naturalnym. Dziś coraz częściej słyszymy:

  • “Nie mam kiedy zorganizować urodzin”;
  • “Wszyscy są tak zajęci, że trudno zebrać kilka osób przy jednym stole”;
  • “Najłatwiej wysłać emotkę na komunikatorze zamiast spotkać się naprawdę”.

Zwyczajność stała się towarem deficytowym.

Urodziny świętujemy “przy okazji”, jednym zdjęciem w social mediach, szybkim “wszystkiego najlepszego” na czacie. Wyjście do kina czy teatru odkładamy, aż będzie mniej pracy. Kiedy dzieci pójdą spać, częściej sięgamy po telefon niż po książkę, rozmowę czy grę planszową.

Nie dlatego, że nie lubimy przyjemności. Raczej dlatego, że żyjemy w trybie, który stale podpowiada: “zrób jeszcze to i to, dopiero potem odpoczniesz”. Tyle że “potem” rzadko nadchodzi.

Po co nam przyjemność? To nie "fanaberia", to paliwo

Świat wokół często premiuje działanie, skuteczność, produktywność. W takim klimacie przyjemność potrafi zostać sprowadzona do czegoś “niepoważnego” – dodatku, który można wyciąć, kiedy robi się gęsto.

Tymczasem z psychologicznego punktu widzenia przyjemność jest jednym z podstawowych źródeł regeneracji.

Potrzebujemy jej, żeby:

  • regulować napięcie – po napiętym dniu nasze ciało i układ nerwowy szukają ulgi, oddechu, czegoś, co nie jest kolejnym zadaniem do odhaczenia;
  • doświadczać radości i sensu – same obowiązki, nawet “ważne i słuszne”, nie wystarczą, jeśli w życiu nie ma nic, co nas cieszy;
  • budować więzi – wiele przyjemności dzieje się z kimś: śmianie się razem, wspólne oglądanie filmu, świętowanie małych rzeczy. To w takich momentach relacje dojrzewają i zyskują głębię;
  • przypominać sobie, że żyjemy – nie tylko funkcjonujemy.

Bez przyjemności łatwo wejść w tryb “działam, ale nie żyję naprawdę”. Pojawia się poczucie pustki, “nijakości”, zmęczenia, które nie mija po weekendzie ani urlopie. Z czasem może to być jeden z sygnałów zbliżającego się wypalenia czy nawet depresji.

Dlaczego odstawiamy przyjemności na dalszy plan?

Nie chodzi tylko o brak czasu. Często w tle są też różne przekonania i nawyki:

  • “Najpierw obowiązki, potem przyjemności” – problem w tym, że lista obowiązków nigdy się nie kończy, więc “potem” nie następuje;
  • poczucie winy – “jak ja mogę iść do kina / na masaż / na spacer, skoro tyle jeszcze przede mną?”, “jak ja odpoczywam, to jestem egoistą”;
  • przyzwyczajenie do przeciążenia – ciało i głowa tak bardzo przyzwyczajają się do wysokiego tempa, że… trudno się zatrzymać. Kiedy masz wolną chwilę, czujesz niepokój;
  • przekonanie, że przyjemność musi być wielka – egzotyczny wyjazd, drogi prezent, “coś wyjątkowego”. Tymczasem to mikroprzyjemności najczęściej trzymają nas na powierzchni na co dzień.

Do tego dochodzi nadmiar bodźców: social media, informacje, powiadomienia. Przewijanie telefonu często podszywa się pod “odpoczynek”, ale tak naprawdę nie daje tej jakości regeneracji, jak spacer, rozmowa, śmiech czy film obejrzany w skupieniu od początku do końca.

Małe przyjemności – czyli jak zwyczajność staje się lekarstwem

Nie chodzi o to, żeby teraz dopisać do kalendarza: “od 18:00 do 18:30 – przyjemność”. Raczej o to, żeby powoli zacząć zauważać i odzyskiwać to, co już jest możliwe.

Kilka przykładów:

  • Kawa bez pośpiechu – nie w biegu, nie nad mailem, ale przy oknie, na balkonie, przy stole. Pięć minut, w których robisz tylko jedną rzecz.
  • Spacer “bez celu” – nie “załatwianie przy okazji”, tylko krótki spacer dla samego bycia w ruchu. Zauważenie światła, zapachów, ludzi.
  • Telefon do jednej osoby – nie dziesięć wiadomości do dziesięciu osób, a jedna, spokojna rozmowa z kimś, z kim możesz być sobą.
  • Wieczór bez ekranów – chociaż raz na jakiś czas: książka, gra, rozmowa, muzyka.
  • Wspólne gotowanie, planszówki, głupawka z dziećmi – rzeczy, które nie “realizują celu”, tylko budują wspomnienia.

To nie są wielkie projekty. To mikrogesty czułości wobec siebie i swoich relacji. Kiedy wracają, zwyczajność zaczyna być czymś bardzo niezwyczajnym – daje ulgę, śmiech, poczucie, że jesteśmy w kontakcie (ze sobą i innymi).

Znikające rytuały – urodziny, święta, "małe świętowanie"

Coraz częściej słyszymy:

  • “Nie robię już urodzin, ludzie i tak są zajęci”
  • “Zrobimy coś kiedyś, jak będzie więcej czasu”;
  • “Wysłałam mu tylko wiadomość, nie miałam siły na spotkanie”.

A jednak to właśnie proste rytuały – urodziny w bliskim gronie, wspólny obiad, ciasto upieczone “bo mamy rocznicę” – nadają życiu strukturę i kolor.

To nie muszą być wielkie imprezy. Często ważniejsze jest:

  • że ktoś pamięta,
  • że ktoś przyszedł specjalnie dla mnie,
  • że choć na godzinę wszyscy siadamy razem.

Dla wielu osób to są momenty, które karmią na długo.

Kiedy zaczyna ich brakować, w relacjach robi się cicho. Niby mamy kontakt, niby wiemy, co u kogo, ale brakuje wspólnego przeżywania.

Może warto zadać sobie pytanie:

  • Jakie małe rytuały w moim życiu zniknęły?
  • Za czym tęsknię? Co dało by się odtworzyć, chociaż w prostszej formie?

A jeśli przyjemność "nie działa"?

Bywa też tak, że ktoś próbuje: idzie do kina, spotyka się ze znajomymi, robi sobie “dzień dla siebie” – i… dalej czuje pustkę. Nic nie cieszy, trudno się w coś zaangażować, wszystko jest “jakoś nijakie”.

Jeśli tak jest u Ciebie od dłuższego czasu, jeśli:

  • nic nie sprawia radości jak dawniej,
  • trudno Ci się zmobilizować nawet do rzeczy, które kiedyś lubiłeś_aś,
  • czujesz się wypalony_a, obojętny_a, “jakby za szybą”,

to może być sygnał, że chodzi nie tylko o brak przyjemności, ale o głębszy kryzys – np. wypalenie czy depresję. Wtedy samo “dodanie przyjemności” to za mało. Potrzebne jest zrozumienie, co się z Tobą dzieje i zaopiekowanie tego w szerszy sposób.

Jak może pomóc rozmowa terapeutyczna?

Psychoterapia nie polega na tym, że ktoś Cię “motywuje do zadbania o siebie”.

Częściej jest to wspólne przyglądanie się Twojemu życiu:

  • gdzie zgubiła się przyjemność i lekkość,
  • gdzie pojawiło się za dużo “muszę”, a za mało “chcę”,
  • jakie przekonania nie pozwalają Ci odpoczywać bez poczucia winy,
  • jak możesz – krok po kroku – odzyskiwać swoje zwykłe, a jednak niezwykłe chwile.

Czasem dopiero w rozmowie z kimś życzliwym, z zewnątrz, widać, jak bardzo długo byłeś/aś dzielny_a kosztem siebie. I jak bardzo potrzebujesz już nie tylko działać, ale też żyć.

W Strefie Bytu towarzyszymy dorosłym, którzy chcą:

  • odzyskać kontakt ze sobą,
  • znów coś poczuć (oprócz zmęczenia i napięcia),
  • znaleźć w swoim życiu miejsce na codzienność, która karmi, a nie tylko wyczerpuje.

Jeśli czytając ten tekst, pomyślałeś/aś: “ja też odkładam siebie na potem” – możesz zrobić pierwszy mały krok: umówić się na konsultację, zadać pytanie, opowiedzieć, jak jest.

Może to będzie właśnie Twoja pierwsza przyjemność od dłuższego czasu: rozmowa, w której w centrum jesteś Ty.

Jak dojechać do Strefy Bytu?

Sprawdź dojazd

Jeszcze dziś zarezerwuj wizytę przez internet!

Zarezerwuj teraz