
Cisza w związku. Kryzys, w którym nie ma kłótni.
Renata i Paweł nie istnieją. Strefa Bytu nie publikuje historii swoich klientów, także w wersji zmienionej i pozbawionej szczegółów. Tę parę złożyliśmy z sytuacji, które w gabinetach powtarzają się na tyle często, że nie należą już do nikogo.
Napisaliśmy tę historię, bo o tym kryzysie mówi się rzadko. Nie ma w nim winnego ani wieczoru, od którego wszystko się zaczęło. Jest kuchnia po dziesiątej wieczorem i dwoje ludzi, którzy nie mają o czym rozmawiać.
Kuchnia, wtorek po dziesiątej
Zmywarka skończyła cykl i piszczy trzeci raz. Renata wstaje, żeby ją wyłączyć, bo siedzi bliżej. Przez chwilę patrzy w okno, w którym o tej porze widać tylko jej własne odbicie. Wyjmuje kubki i zostawia otwarte drzwiczki, żeby reszta doschła. Paweł siedzi przy stole z telefonem, na którym od dwudziestu minut nic się nie dzieje.
Wrócili z urlopu dwa tygodnie temu. Dzieci śpią od dziewiątej, tornistry stoją spakowane przy drzwiach, jutro środa i nikt nie ma nic do załatwienia.
Paweł odzywa się pierwszy, po dłuższej chwili, i pyta, czy wszystko w porządku.
Renata mówi, że tak. Że po prostu jest zmęczona. Odkłada kubek do szafki, zamyka ją ciszej, niż trzeba, i idzie do łazienki.
Paweł zostaje w kuchni jeszcze kwadrans.
Czternaście dni, w których nie było ani jednej kłótni
Na urlopie było dobrze i oboje, niezależnie od siebie, użyli potem tego samego słowa: udany.
Pojechali we czwórkę do wynajętego domu nad jeziorem, z tarasem i widokiem na sad. Dzieci wchodziły do wody dziesięć razy dziennie. Młodszy nauczył się skakać z pomostu, starsza przeczytała dwie książki i zaczęła trzecią. Zdjęć z tego wyjazdu jest sto czterdzieści. Głównie dzieci, kilka we czwórkę, żadnego, na którym są tylko Renata i Paweł.
Nie pokłócili się ani razu, bo nie było o co. Wieczorami, kiedy dzieci już spały, siadali na tarasie, każde ze swoim telefonem, i tak mijała godzina albo półtorej.
Trzeciego dnia Paweł zaproponował, żeby wyszli gdzieś we dwoje, kiedy dzieci zasną. Nie wyszli, bo młodszy obudził się o wpół do jedenastej. Nikt do tego pomysłu nie wrócił przez resztę wyjazdu.
Jednego wieczoru Renata zaczęła mówić o swojej siostrze, o tym, że chyba znowu wraca do dawnego partnera. Paweł podniósł wzrok i o coś zapytał. Ona odpowiedziała krótko, bo w połowie zdania uznała, że to nie jest temat na wakacje. Na tym się skończyło, oboje wrócili do telefonów.
Po powrocie Paweł powiedział znajomym, że urlop był udany. To była prawda i właśnie ta prawda zdziwiła go najbardziej, kiedy później próbował sobie przypomnieć, o czym wtedy rozmawiali.
Trzy lata wcześniej, bez jednego momentu
Renata próbowała później ustalić, kiedy to się zaczęło. Nie znalazła daty. Zaczęło się od zmiany, której żadne z nich nie umiało w porę nazwać, bo zachodziła przez trzy lata i składała się z rzeczy koniecznych.
Rano: kto odbiera dzisiaj młodszego, bo ja mam do siedemnastej. Po południu: przelało się za obiady, czy sprawdzić. Wieczorem: kupiłeś to, o co prosiłam rano, bo jutro trzeba to oddać do szkoły. W sobotę: jedziemy do twojej mamy o której, bo muszę wcześniej wyjść.
Każde z tych zdań było potrzebne. Żadne z nich nie było rozmową.
Wieczory w tym domu miały przez ostatnie lata prawie zawsze ten sam kształt. Kolacja o wpół do ósmej, potem kąpiel dzieci i czytanie, potem zmywarka. Około dziesiątej siadali w salonie, on z laptopem, ona z telefonem, i oglądali coś, czego żadne z nich nie wybrało specjalnie. O wpół do dwunastej ktoś mówił, że jutro wcześnie wstaje.
Dom działał przy tym bez zarzutu: rachunki opłacone, dzieci odwiezione, urodziny zorganizowane, wakacje zaplanowane w lutym, żeby wyszło taniej. Dwoje sprawnych dorosłych prowadziło go razem.
Kiedyś rozmawiali inaczej. Renata pamięta, że w pierwszych latach potrafili siedzieć w kuchni do drugiej w nocy i spierać się o film, którego oboje nie lubili. Nie umie powiedzieć, kiedy te wieczory się skończyły, bo nie skończyły się nagle. Było ich po prostu coraz mniej, aż przestały być czymś, czego by brakowało.
Rozmowa, która zawsze kończy się tak samo
Pytać zaczął Paweł. Najpierw raz na jakiś czas, potem coraz częściej: co się dzieje i czy on coś zrobił.
Renata odpowiadała, że nic. Że jest zmęczona, że to praca. Mówiła szczerze, bo wtedy naprawdę nie umiała powiedzieć nic innego niż to. Nie miała słowa na to, czego jej brakowało.
Im częściej Paweł pytał, tym mniej Renata miała ochotę odpowiadać. Pytanie zaczęło brzmieć jak sprawdzian, na który nie zdążyła się przygotować. Zamykała temat szybciej, żeby go nie przedłużać. On to widział i wracał z tym samym, bo cisza po jego pytaniu była gorsza niż samo pytanie.
Ona wycofywała się dalej, on naciskał mocniej.
Żadne z nich nie robiło tego złośliwie. To wzorzec, który sam się napędza: jedna osoba domaga się kontaktu, druga się wycofuje, a każdy kolejny ruch jednej strony wzmacnia reakcję drugiej.
W ich wersji pytał Paweł, ale mogłoby być odwrotnie i niewiele by to zmieniło.
Pierwsza konsultacja, wtorek o siedemnastej
Konsultacja to rozmowa, na której nazywasz swoją sytuację i sprawdzasz, czego właściwie potrzebujesz. Nie jest jeszcze terapią i niczego nie przesądza.
Nie musisz też czekać, aż zrobi się naprawdę źle. Po dwunastu latach pracy i ponad stu tysiącach konsultacji znamy to pytanie: dlaczego nie zadziałało coś, co miało zadziałać. W Strefie Bytu przyjmujemy w czterech placówkach w aglomeracji śląskiej, a także online. Terapeutę dobieramy do Twojej sytuacji, a nie odwrotnie.
Jeśli rozpoznajesz siebie w tym czwartku nad zimną kawą, możemy zacząć od rozmowy telefonicznej i wspólnie zobaczyć, do czego właściwie wracasz.
To, czego oboje nie wiedzieli o sobie nawzajem
Na parkingu, w drodze do samochodu, Paweł powiedział, że przez dwa lata myślał, że tylko on to widzi. Renata zatrzymała się w pół kroku i odpowiedziała, że myślała dokładnie to samo. Że czekała, aż on coś powie. I że kiedy w końcu zaczął pytać, usłyszała w tym pretensję, a nie tęsknotę.
Przez te dwa lata żadne z nich nie zrobiło z tego problemu, i to z tego samego powodu: nikt nikogo nie skrzywdził, a w domu jest spokój.
Zdanie o tym, że w domu jest spokój, każde z nich powtarzało sobie osobno.
Renata nazwała to później liczeniem strat. Dwa lata, w których oboje tęsknili dokładnie za tym samym, siedząc wieczorami w odległości metra od siebie na tej samej kanapie.
Co ta historia mówi o ciszy w domu?
Cisza w związku nie jest brakiem problemu, tylko brakiem wymiany, a te dwie sytuacje z zewnątrz wyglądają dokładnie tak samo i dlatego mylą.
Jeśli myślicie teraz: „przecież my się nie kłócimy”, to dobra wiadomość. Brak kłótni sam w sobie nie jest sygnałem ostrzegawczym. Badacz, który przez cztery lata obserwował te same pary, opisał kilka typów związków, a wśród trwałych znalazł się typ par unikających konfliktu. Da się być razem, prawie się nie kłócąc, i mieć się przy tym dobrze.
Sygnałem jest co innego: zanik ciepła, i to w każdej rozmowie, nie tylko w sporze.
Mówią to dwa niezależne badania, prowadzone przez różne zespoły. Jedno wracało do tych samych par przez kilkanaście lat. Ton kłótni nie zapowiadał w nim rozstań. Zapowiadał je brak ciepła w rozmowach, niezależnie od tego, o czym były.
Drugie, trzynastoletnie, śledziło losy młodych małżeństw. W tym badaniu napięcie niewiele mówiło o tym, które małżeństwa się rozstaną. Więcej mówiło stopniowe ubywanie uczucia. Badacze nazwali to rozczarowaniem, choć chodzi o coś wolniejszego niż zawód na jeden wieczór. O to, że drugi człowiek powoli przestaje być kimś, kogo się szuka wzrokiem, kiedy się wchodzi do pokoju.
Czternaście dni obok siebie to nie to samo co czternaście dni ze sobą
To dla Was, jeśli pomyśleliście: „przecież byliśmy razem na wakacjach”. Wspólny wyjazd sam z siebie niczego nie naprawia.
Badanie stu dwunastu par, w którym pytano oboje partnerów, pokazało prostą zależność. Po powrocie lepiej oceniały swój związek te pary, które w czasie urlopu faktycznie coś razem przeżyły. Rozmawiały ze sobą naprawdę i robiły rzeczy, których wcześniej nie robiły. Liczba wyjazdów nie miała w tym badaniu znaczenia.
Renata i Paweł spędzili razem czternaście dni. Rozmawiali przez ten czas głównie o kremie z filtrem i o tym, kto pilnuje młodszego przy wodzie. Wrócili tacy sami, jacy wyjechali.
Dopiero w kuchni, po dziesiątej, przy piszczącej zmywarce, słychać było, ile kosztowała ich ta cisza.
Jeśli rozpoznajecie w tej historii coś swojego, konsultacja jest miejscem, w którym można to nazwać. Wystarczającym powodem jest cisza, która trwa za długo. Zacząć można od pytania terapeutki: kiedy ostatnio któreś z Was powiedziało drugiemu coś, co nie było zadaniem do wykonania.
O specjalistach
Tekst powstał w zespole redakcyjnym Strefy Bytu. Terapią par zajmują się u nas:
- Agata Otok-Białecka – psycholog, psychoterapeuta, 16 lat doświadczenia, Katowice Brynów. Prowadzi terapię par i rodzin, a także psychoterapię indywidualną osób dorosłych i młodzieży
- Michał Murzyn – psycholog, psychoterapeuta, 17 lat doświadczenia, Katowice Brynów. Pracuje w nurcie Gestalt z elementami psychoterapii psychodynamicznej i systemowej, prowadzi konsultacje i psychoterapię par oraz małżeństw
- Izabela Bryła – pedagog, psychoterapeuta w drodze do uzyskania certyfikatu, 7 lat doświadczenia, Katowice Ligota i Dąbrowa Górnicza, także online. Ukończyła Studium Psychoterapii Par w Katowickim Instytucie Psychoterapii, w Strefie Bytu prowadzi psychoterapię par
- Anna Połeć – psycholog, psychoterapeuta, 21 lat doświadczenia, Katowice Brynów i online. Pracuje z parami i rodzinami
- Krystyna Dyakov – psycholog, psychoterapeuta systemowy, 16 lat doświadczenia, Katowice Ligota. Zajmuje się psychoterapią par i małżeństw, terapią rodzinną oraz psychoterapią indywidualną osób dorosłych
- Katarzyna Paczyńska – psychoterapeuta i trener w nurcie Gestalt, 20 lat doświadczenia, Katowice Ligota i online. Od 12 lat prowadzi terapię indywidualną oraz terapię par i małżeństw
- Adam Tworuszka – psychoterapeuta, 9 lat doświadczenia, Katowice Ligota. Prowadzi procesy terapeutyczne indywidualne oraz par i małżeństw
- Adam Matuszkiewicz – psychoterapeuta i superwizor, 21 lat doświadczenia, Katowice Brynów i online. Pracuje w nurcie Gestalt i systemowym, prowadzi terapię par i terapię rodzinną, a także psychoterapię indywidualną osób dorosłych
- Karolina Szafranek – psycholog, psychoterapeuta, seksuolog, terapeuta EMDR, 17 lat doświadczenia, Katowice Ligota i online. Prowadzi konsultacje i psychoterapię par oraz konsultacje seksuologiczne dla par
Dopiero w kuchni, po dziesiątej, przy piszczącej zmywarce, słychać było, ile kosztowała ich ta cisza.
Jeśli rozpoznajecie w tej historii coś swojego, konsultacja jest miejscem, w którym można to nazwać. Wystarczającym powodem jest cisza, która trwa za długo. Zacząć można od pytania terapeutki: kiedy ostatnio któreś z Was powiedziało drugiemu coś, co nie było zadaniem do wykonania.
Nie wiesz, jakie wsparcie wybrać?
Masz wątpliwości? Umów bezpłatną rozmowę telefoniczną do 15 minut. W spokojny sposób wysłuchamy, odpowiemy na pytania, podpowiemy pierwszy krok i pomożemy dobrać specjalistę lub formę spotkań.
